Strona 5 z 6 PierwszyPierwszy ... 3456 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 41 do 50 z 54

Temat: Przerywając stagnacje

  1. #41
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    Trening 5. lipca 2024
    Przedziwne, i najnormalniejsze przecież zarazem, jest to że w treningu mięśni brzucha to ból zakreśla pod koniec seryjki granicę, po której jest STOP. Dalej nie. Odpowiednikiem tego jest wydolność dla treningu łydek. Przy wszystkich innych ćwiczeniach to siła i jej brak określa gdzie jest granica danej serii. Gdy nie dzwigniesz więcej - musisz odrzucić. Przestać. Boli, ale dopóki jest siła, ignorujesz to, że boli. Przy brzuchu tak nie ma. Musisz przestać bo tak boli, tak pali, tak rwie, jakby targało włókna mięśniowe. Pruło je. Nie lubię takich treningów. O ileż więcej kulturystyka ma wspólnego z pracą sprintera niźli maratończyka. Ileż razy sprinter podobny jest do ciałem do kulturysty niźli jest maratończyk. No i co z tego? Nic. Ile to razy chodziłem zgięty jak drzewo na wietrze nazajutrz po treningu mięśni brzucha? Niewiele. Przez 17 lat treningów mięśnie brzucha trenowałem łącznie może przez 6. Wracajmy jednak do bólu. Próbuję w nim znaleźć motywację. Boli za to że nie trenowałeś regularnie i stale. Dobre, ale to kłamstwo. Mięśni brzucha nie ma co trenować, jeśli nie jesteś na tyle szczupły, aby po napięciu było je widać, to drugie kłamstwo. Można być silnym bez trenowania mięśni brzucha, to trzecie. Tłuszcz na brzuchu to twoja sprawa, nie mieszaj w to mięśni brzucha. To po pierwsze, a po drugie podczas wyciskania hantli oburącz stojąc robiąc francuskie, następnego dnia można poczuć jak prócz tricepsów bolą też mięśnie proste brzucha. To najszybszy dowód, by pokazać ile brzuch może wnieść lub odebrać z siły. Wie to każdy prosty kulturysta, ale kiedy nie ćwiczyło się mięśni brzucha przez ileś lat, to nie jest się żadnym. Skromność jest grzechem. To przez skromność nigdy nie nazywałem tego co robię kulturystyka. Lub prawie nigdy. A wtedy łatwo sobie odpuścić i robić tylko to co przyjemne: klatkę, bicepsy, grzbiet, tricepsy, barki, słowem wszystko prócz łydek i mięśni brzucha. Skromność to grzech, samospełniająca się przepowiednia. Wszystko co teraz mam, to pionowe zagłębienie nieco powyżej pępka, będące jakby rowkiem, idące pod klatkę piersiową gdy wciągnę brzuch. Trudno, życie jest jedno, trza robić co się da, ale jedno jest w nim pewne: bez silnych mięśni brzucha sylwetka nie wygląda silnie. Co najwyżej masywnie. Ale przecież to było ideałem, celem, kiedy zaczynałem.
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  2. #42
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    Trening 6 lipca 2024
    Rozpoczęty od barków, gdyż przed tygodniem były trenowane jako ostatnie. W pierwszym ćwiczeniu na nie weszło po 8 serii na każdą łapkę, bo z początku towarzyszył treningowi katar kiszek. Przejebana sprawa. Coś trzeba wymyślić. Co? Choćby brać 2 x kreatynę. A mobilizacji, wyzbycia się senności, mocy szukać endogennie. Arginina i tak i tak już od dawno jest nieodczuwalna, dziś była przedtreningowo tylko jedna, dwa amoki i kawa. Plus BCAA z leucyną. Co zaszkodziło? Bo przecież nie dekstroza. To rozbija trening, sabotuje go. Nawet pod koniec drugiego ćwiczenia musiałem wysiąkać jelita. Dalej, problem numer dwa: ćwiczenia na jedną łapę, i w dodatku dwa powtórzenia po dwóch oddechach odpoczynku. Kurwa, czułem wręcz stres, że to za długo. Strapienie wywołuje presję. Dobrze szło, bajecznie, bajka, ale ostateczną konsekwencją było nie przetrenowanie czwartych mięśni, czyli kapturów. I stąd problem numer 3. Może trzeba wymyślić trzeci dzień treningowy. Rotacyjny, polegający na tym, że niewydymki z dwóch treningów się zbiera, i ćwiczy razem w następnym tygodniu. Albo wręcz systemowo wyrobić dzień C. Wówczas trenować A i B w jednym tygodniu, potem C i A, weekend, praca, wolne i B i C, potem znów A i B. Nie wiem. Równie dobrze wydaje się trenować brzuch razem z... z kapturami dajmy na to i przedramionami. Ale wolę zostawić brzuch solo. A i trzy dni zapierdolu to za dużo. Wracając jednak do treningu: siły było dość, przy bicepsach nawet trzeba w rozpisce zwiększyć ciężar dla modlitwnika i uginania hantlami siedząc, bo robiłem po 3 powtórzenia więcej od przewidywanych. Genialnie. Trening w żadnym wypadku nie poszedł więc na starty, ale szkoda, że po ramiennych jako trzecich, nie było już czasu robić kapturów. Należy więc albo kategorycznie odejść od robienia dokładki do serii. I tylko napinać mięśnie izometrycznie. Lecieć przez to szybciej. Bo to wbrew pozorom ma sens. Chodzi o komplementarność! Albo chuj znajet. Cytrulinę kiedyś wypróbować. Łykanie argininy o innej porze niż treningowa, na przykład na treningu wydaje się tak samo ryzykowne. Jej wpływu na pompę już nie widzę. Najchętniej trzymałbym ją w ustach i wypluwał co się nie rozpuści, bo to może od kumulacji substancji przeciwzbrylających dochodzi do dyskomfortu. Jaka jest wtedy koncentracja, jaki rytm? Na pewno dodawanie łyżki miodu do odżywki potreningowej to super pomysł. Byle nie więcej. Od teraz 3 tabletki kreatyny z rozgrzewką,1 amok po trzeciej serii, kolejny po szóstej. Znów 3 tabletki kreatyny przed trenowaniem mięśni numer trzy. EAA po jednej kapsułce co 2 serie w mięśniach numer 2. Wypróbować to. Kawy nie pić, argininę odstawić. Otoczki żelatynowe wyrzucać. Do wszystkiego dodawać dekstrozę. Brak przetrenowania przedramion i kapturów uznać za frycowe, od nich zacząć treningi w następnym tygodniu.
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  3. #43
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    9. lipca 2024
    Tydzień temu nie wiedziałem czy nazwać to treningiem aerobowym czy kichujem, dziś dalej nie wiem, ale po raz pierwszy od września, na dziesiątym czy 11. kilometrze, po zejściu z rowera robiło mi się słodko. Siadłem więc przy rowie jak menel, bo i tak bym nie dał rady dalej maszerować pod tą górkę. Trzeba by zobaczyć w google maps jak to wygląda pierdoleństwo. Bergwinkelstr z Bad Soden do Pflegeheim Bellings. Ostatni raz miałem tak jako 12-latek może. Wtedy też nie zemdlałem, bo nigdy w życiu nie zemdlałem, ale dziś jestem pełen rozterek, strapień, bo jak ja mam kurwa zapatrywać się na te dojazdy do pracy i z pracy. Nieprzyzwyczajony z początku uważałem je za niezły trening ud.
    W dwa ostatnie dni miałem szczęście i do pracy jechałem z pielęgniarką, która pracowała niegdyś na chirurgii, ostrym dyżurze. Podpytywałem czy w karierze zdążyły jej się rany postrzałowe, albo ciosy od noża. Mówi, że tylko raz zrobiło jej się słodko, jak trzymała urwaną nogę, którą usiłowali podłączyć z powrotem do kabli. Szacun dla lekarzy, przynajmniej próbowali, ostatecznie i tak musieli amputować. Nieważne. Dla mnie ważne co jadłem przed pracą. Dwa dojrzałe banany i trochę makaronu. Oraz odżywka z izolatu zrobiona na mleku. Rano actimel. Ach... Nie ach, tylko po co zajadałem się na noc czekoladą popijaną fantą?! Nieotwarte pestki dyni czekały. Mam nadzieję że pisząc to tu, już nigdy tak nie postąpię.
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  4. #44
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    Update poaerobowy
    Głodny, 2,5 godziny po dojechaniu zrobiłem przerwę i posilałem się kabanoskami. Bez pieczywa, za węgle robiły daktyle. Tani szampan z lodówki zastępował co innego fajnego do picia. Głowa bolała od gorąca, od drogi, od słońca. Musztardy słodka i kwaśna uprzyjemniały bezssmak kabanosków. Głowa bolała coraz bardziej przez następne 2 godziny. Toteż od pielęgniarki która rozlała tego szampana 4 osobom wziąłem ibuprofen. Radziła 1 tabletkę wziąłem 2. Bo dwie minuty wcześniej zrobiło mi się też mdławo, więc chciałem jak najskuteczniej pozbyć się przyczyny, czyli bólu głowy. Niestety jak z deszczu pod rynnę, bo rychle nazbierało mi się na pawia. Wyżygałem po paru minutach wszystko. Wszyściutko aż do krwi. Miałem w życiu dwie gastroskopie. Na trzecią nie pójdę za nic. Muszę wiele pozmieniać. Świta mi, że mógłbym wrócić do treningów na czczo. Że mógłbym dużo więcej pić odżywek, a mniej jeść. Pisząc to, wciąż jest 9-ty, a mam pół kilo łososia z datą do 11-go i 600 gram cycka z kury do 10-go, czyli do jutra. Najchętniej bym nie trenował w pierwszym z moich czterech dni wolnych, ale zobaczę. Pozostaje przyklepać taki plan, jak wyżej. Wbrew pozorom nie ma dużych albo nawet prawie żadnych spadków sił. Nie było znaczy. Minus jest taki, że śniadanie to zarazem posiłek potreningowy, a zaczynać dzień de facto od mięsa to też licha sprawa. A może nie?
    Ugotowałem sobie siemię lniane, będę je pijał w noce. Budził się, wówczas wstrząsał odżywkę. Po godzinie trenował. Nie wiem co z tabsami. Może nic. Null. Zdrowie na pierwszym miejscu. Mam wrażenie jakby każdy nierozpuszczony proszek drażnił mi żołądek. Czy się mylę? Mam na to wyjebane, zdrowie na początku. Po trzech latach związku, czwarty rok idzie, wyobraziłem sobie swoją dziewczynę jak mi robi loda. Do samej wyobraźni i wspomnień kutas mi stanął. Nigdy nie zrezygnuję ze zdrowia. Chujowo, jeśli przez to mięśnie nie będą rosnąć.
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  5. #45
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    10. lipca 3024
    Nocny plan wykonany. Ranek bez bólu brzucha, i z jasnością umysłu, że przecież to bez sensu, aby trenować na czczo mięśnie, jeśli wczoraj zjadłem dwa banany, wypiłem dwie odżywki, 300 gram grysiku, bo wyżyganych dwóch tabletek i dwóch opakowań kabanosów nie będę liczył. Nie będę też zakładnikiem dat na jedzeniu. Kotlety i tak dziś zrobię. Albo moja dziewczyna, w co wątpię. Dopiero po takim, normalnym dniu, i normalnej kolacji można nazajutrz próbować trenować. Wpadło mi na myśl jeść bezpośrednio po treningu. Czyli gotować przed nim, z samego rana. Wstać, wypić odżywkę, przez godzinę ugotować, to nic że ostygnie. No i... będę sięgał po amoki. Oraz kreatynę. O innych suplementach na razie zapomnę. A w każdym razie w porze treningowej.
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  6. #46
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    Trening 12. lipca 2024
    Wypoczęte ciało. Nie da się chyba zrobić raportu. Nie post factum. Hydrolizat na mleku wypity o 10.50 trening po 12.20. Każda najdrobniejsza sekunda jest cenna, może być cenniejsza od innych, dlatego nie można robić raportów na bieżąco. A fale odczuć, wrażeń, są tak szumne, zdumiewające oraz liczne. 3 kreatyny Olimpu z dekstrozą na rozgrzewce, 1 amok po 3 serii, drugi przed drugim ćwiczeniem. Potem jeszcze 2 kreatyny w okolicach trzeciej grupy trenowanych mięśni. Można szukać sensu opisywania zjawisk, ale się go nie znajdzie. Jest tylko fakt ich wystąpienia. To tak samo jak z szukaniem sensu obecnych treningów, że może się okazać samobójstwem mięśniowym, a nie żadnym sensem ich rozwoju. Ale po pierwsze mogę, MOGĘ, po drugie chcę, po trzecie pragnę tego co robię, bo daje to taką odmianę. Bywa źle, ale nie na tyle by serio powiedzieć, że to źle. Krew, może przez upał odpływa z głowy, a z nią wyrazistość obrazu z oczu, i pojawia się cień jak wtedy gdy słońce przykrywają na chwilę wartkie chmury. Ale ja dobrze wiem, i śmieję się z tego, bo dobrze wiem, jak daleko jest do omdlenia. I błogosławię ostatni dzień aerobów, gdy na prawdę musiałem usiąść, bo teraz wiem, że to tylko odpływ krwi, ale w mięśniach ich dość, i to zamroczenie nic nie znaczy, a nawet lepiej że się pojawia, bo można być pewnym, że prawie cała krew teraz w klacie i ramionach, które dadzą sobie radę. I dały, a ja dałem radę zrobić przedramiona, klatkę, grzbiet i tricepsy, czując jak komplementarnie wiosłować gdy wcześniej się wyciskało. Swoisty push and pull. Psychika płata ci figle, twierdzi że nie dasz rady, zegar pokazuje prawie 3 godziny gdy kończysz trening jak robotę. Bo aż zaskakujesz się, że to koniec. Czujesz coś, co czułeś jako dzieciak, czyli w okolicach matury, że mięśnie przeniosły cię w nieznane rewiry umysłu. Uprzedzałem że to będzie bełkot, a fakty są takie, że nie jesteś śmiertelnikiem, w każdym razie już nie poruszasz się po tej orbicie co inni. Oni chodzą po poziomie, ty schodzisz w powietrzu z pierwszego piętra. Nie dlatego że wysiłek był morderczy, gdyż nie był. Ty go kontrolujesz, ale przesunąłeś go pod granicę braku kontroli. Myślę że ten rodzaj zsumowanego wysiłku musi poruszyć mięśnie, choć cena jest ogromna. Można tylko jedno ćwiczenie robić jednorącz. Każda 7-ma seria, to seria królewska, do której robiłem dokładkę. Do każdej poprzedniej dodawałem izometryczne spinania, inaczej robiłem karną serię. Ćwiczenia i kolejność miałem ustalone wcześniej, było bonusem, że ich układ pozwalał nie tracić czasu na zmienianie ciężarów. W trakcie treningu jeden tylko natrysk, po treningu i jedzeniu prysznic, i skurcze mięśni. Nic nowego. Wczoraj i przedczoraj nie było ani badmintona i skakanki, ani teningu mięśni brzucha, dowiedziałem się przed treningiem że w niedzielę na rower i wio. Ale to nie ma znaczenia. I chyba nie ma nawet znaczenia co z mięśniami. Jeżeli mogę coś jeszcze pobzdurać, to jedynie że ten rodzaj treningu to jak bycie we śnie w porównaniu do czytania książki. Może i to drugie jest korzystniejsze, nomen omen bardziej rozwijające. Jak treningi które się zaleca. Ale nie zrezygnujesz z doznań, nawet jakby to miało nic tobie nie dać. A da, coś zmieni się w mojej muskulaturze jeżeli jutro też dam radę ćwiczyć.
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  7. #47
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    12 na 13 lipca 2024
    Apdejcik potreningowy, rzeczowy: choć pierwszy posiłek, ignorując że była nim odżywka, przypadł o 15.20, (cycek kurzy z koperkiem, ryżem i ogorkiem) to do końca dnia weszło jeszcze raz, ajnc cwaj draj fija, cztery posiłki, a każdy proteinowy. O 17.50 co prawda sama odżywka beef, ale przed 20 wraps z łososiem i sosem chili. Koło 10 trochę tego i tamtego z resztkami piersi kury, o dwunastej 250 sera białego i trzy ciastka z migdałami z okazji rozpoczęcia wakacji. Wszystko trawione z taką łatwością jak drzewo cięte na maszynie. Doskonale przecież wiedziałem, czemu mają służyć treningi z rana, jakie są ich plusy a jakie minusy i które powinny przeważyć. Teraz jest jeszcze dużo przed drugą w nocy, siemię lniane zagotowane.
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  8. #48
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    Trening 13. lipca 2024
    Pierwsze ćwiczenie - utrzymywane równe tempo, zacząłem od tego, które najdawniej ostatni raz wykonywałem. Kiedyś pewnego razu postanowiłem, że nie będę patrzył w lustra, czy robie postępy, czy jestem zadowolony. Po prostu ćwicz. Dziś wykorzystuję je do korygowania techniki. I nabierania motywacji przy napuszaniu piór. No i straciłem rachubę w liczeniu serii. Naprawdę nie można pisać na bieżąco. Dodam tylko że pierwsze ćwiczenie to autorskie ćwiczenie. Nazwałem je "kołycha stojąc" to wariant szrugsów stojąc z dwoma hantlami dźwiganymi wahadłowo. Przy klasycznych szrugsach przydałby się prawdziwy trener, bo 17 lat je ćwiczę, a dalej nie wiem, czy dobrze. Następne ćwiczenie to uginanie młotkowo jednorącz, więc dłużyło się. Za modlitewnik posłużyło krzesło z oparciem. Po tym ćwiczeniu wziąłem kreatynę, licząc beztrosko, że doda mi ona sił beż konieczności długiego wchłaniania się i odkładania w mięśniach. Że zadziała instant. Jak dekstroza. Fajnie jest wziąć na trening piękne wspomnienia, tak jak kiedy indziej marzenia. Dziś nie wiedzieć skąd przywołałem do głowy swojego najlepszego kolegę, zmarłego 11 lat temu. Nie chcąc o tym pisać, robiąc dalej serie, przywołałem na myśl dwóch facetów starszych pokoleniowo o 50 lat, a bliskich mi jak rówieśnicy. A potem dawnego sąsiada, który zmarł mając lat 50, a jeszcze 5 lat temu chciał kupić ode mnie ciężarki, sztangi konkretnie. Mogłem może mu sprzedać, do Niemiec i tak wziąłem tylko dwie hantle. Tymczasem bicepsy ćwiczone z narastającym ciężarem ładnie się pompowały. W momencie największego wysiłku szumiało w uszach. Miałem wrażenie że trochę ząb boli, ale to nie był prawdziwy ból, albo nieprawdziwy ząb. Po odżywce myję zęby. Należy uważać na dekstrozę, to cukier. To ważne, w przeciwieństwom do rzeczy, o których powiedziałem wcześniej. To co ważne, to być miłym dla innych ludzi. Roztkliwilem się wspominając tamtych trzech facetów. Chciałbym jeszcze ich zobaczyć, chciałbym z nimi posiedzieć, oddałbym trening za to. Pomyślałem że mam dzisiaj trenować jeszcze barki, powiedziałem sobie "ja pierdole" ale ucieszyłem się z tego powodu. Chciałbym tu wkleić ich zdjęcia, ich twarze. Byli mi tacy bliscy. Bardzo tęsknię. Na stronie JoeMonster przeczytałem dzisiaj rano o 10 najgłupszych sposobach na śmierć. Nie ma głupich sposobów na śmierć, są tylko wypadki. Jedynym głupim sposobem na śmierć jest zacząć palić papierosy a potem umrzeć na raka płuc.
    Przy pierwszym ćwiczeniu na barki, a było nim wyciskanie dwóch hantli stojąc zadzwonił do mnie telefon, a wcześniej poczułem głód. Wziąłem dekstrozę i dwie tabletki BCAA, zawartość bez otoczki. Wtem zadzwonił telefon i dowiedziałem się że stoję na planie i powinienem być dzisiaj w pracy. Szybko zakończyłem rozmowę gdy powiedziałem że ja pracuje tylko w niedziele, poniedziałki i wtorki. Nikt nie będzie właścicielem mojego czasu. I chociaż faktycznie bylem na planie tym razem w sobotę a ja tego nie zauważyłem, to nie jest to mój problem. W razie co znajdę nową robotę. A póki co dzięki małemu wkurwieniu bez zestresowania się, znalazłem łatwą, szybką energię do zrobienia serii. Faktem jest, że jakiś miesiąc temu zadeklarowałem, że mogę przyjść w sobotę bo ktoś tam się dzisiaj żeni, dałem temu komuś 50€ prezentu, i przeprosiłem że nie przyjdę na ślub, bo zaproszenie dotyczyło wszystkich pracowników. Więc właściwie tak, powinienem być w pracy, ale weź tu dyskutuj z męskimi hormonami! Trzeba było mnie uprzedzić, zapytać, poprosić czy to aktualne. Mam na nich wyjebane tak jak oni na mnie. I tak musiałbym zapierdalać na rowerze i dziś i jutro a tak to tylko jutro, bo w poniedziałek pracuje pielęgniarka z mojego miasteczka. No chyba że mnie wyjebią ale to naprawdę przyjemność, nie to że mnie wyjebią z pracy, ale to że takie problemy to ja składam jak kartonik po mleku. Och żeby tylko takie problemy były. 13:50 zadzwonili, 14:25 skończyłem oba ćwiczenia na barki. Mięśnie ramienne zamierzałem już zrobić tylko w jednym ćwiczeniu. Nie wolno igrać z głodem. Dobrze że dwie kapsuły bcaa wchłonęły się bez kłopotu. Trening zakończony z jedną serią na mięśnie ramienne: młotki siedząc e odchyleniu tułowia. Już podczas ćwiczenia pojawiały się skurcze. Jedzenie natychmiast po treningu. A jeszcze w czasie treningu plan, że jeśli nie w Bellings to mogę z powrotem pracować w supermarkecie przy wykładaniu towaru. Niemcy mają czasem problem z matematyką, dlatego trzeba pracować bez nadgodzin, jasno powiedzieć na początku, że pracuję, skoro nie w Pflegeheim czy Seniorenheim, cztery a nie trzy dni, aby zrównała się wypłata: poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, albo środa czwartek piątek sobota. Byle trzy dni pod rząd były wolne. 7 i pół godziny, pół godziny na przerwę, obojętne w jakie dni i na jaką godzinę, chociaż nie, nie ma mowy. Od dwunastej czy dziesiątej. Do posiłku potreningowego wleciał kus-kus, bez warzyw, pierś w sosie paprykowym, wczoraj w ziołowym. Potem odżywka z węglowodanami, następnie druga pierś, znów odżywka z tostami, na koniec ser biały z masłem orzechowym i płatkami na mleku.
    Cały ten raport to kretynizm; pamiętniczek wszystkiego, co się działo wokół treningu. Należy jakoś inaczej tę raporty spisywać.
    Cytat: "(...) wymaga silnej motywacji, dyscypliny i wytrwałości nie tylko jeśli chodzi o wykonywanie ćwiczeń, ale również przestrzeganie diety oraz zaleceń dotyczących regeneracji oraz snu. (...)" Innymi słowy: kulturystyka to coś więcej niż sport
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  9. #49
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    14. lipca 2024
    Aeroby i update, ale prawdziwy update potreningowy, nie apdejcik. Położyłem się po drugiej, spokojnie spałem do siódmej. To za mało. Wstałem o 10. i zacząłem dzień od hydrolizatu białka serwatkowego na wodzie. Czułem że jestem wyschnięty z wartości odżywczych, więc nawet się nie zastanawiałem. Wiedziałem że to będzie kolidować z solidnym białkowym śniadaniem planowanym o 11. Ale i tak nic nie zjadłem, bo czułem za dużą niechęć do jedzenia. Gdy pozwoliłem sobie nie jeść to jakby ciężar mi z siebie zleciał. Zamiast tego wcześniej wyjechałem do pracy, zabrałem ze sobą prócz mięsa i ryżu i pomidora także 5 jajek i herbatniki. Miałem je jeść podczas powolnej drogi. Około 4 kilometry trasy to jechanie wzdłuż jeziora, więc teoretycznie jest gdzie usiąść, ale nie czułem głodu, i nie zdecydowałem się. Jedynie kilka herbatników przed wyjazdem z domu. I po raz pierwszy butelka wody. Boże. Co to było. Parę łyków i jechanie na średnich przeżutkach, nie najcięższych, doprowadziło do tego, że czułem się jak na pikniku. Napiszę to wielkim literami: TO DOPIERO BYŁY AEROBY! Takie coś to zawsze chcę mieć nazajutrz po treningu. Człowiek szczęśliwy, zadowolony. No ale dojechałem w końcu, jak zwykle prysznic, i postanowiłem nie pić od razu tych jajek bo zauważyłem że bez pytania mnie o zgodę napisali mi na planie że mam dodatkowo przyjść w sobotę za tydzień. Utrzymałem spokój. Aż do raportu, takiego z pracy. Przejąłem inicjatywę, pół godziny było gadania. Wykluczyłem możliwość przyjścia dopóki nie będę miał zwrotu za nadgodziny z roku poprzedniego. Nowa szefowa zapowiedziała się interweniować za moją sprawą u starego szefa, powiedziałem że mój niemiecki jest słaby, ale nie na tyle by tamten nie zrozumiał, z czym do niego już raz przyszedłem, więc nie potrzebuję jej pomocy. A jeśli chce iść, to niech zapyta gdzie logika w tym, że inni dostają pieniądze na benzynę. Pokazałbym jej jajka. Nie takie, mam na myśli tę co już były rozbite w szklance i czekały na koniec rozmowy. Przechyliłem na dwa razy aby się nie oblać. Dodałem parę herbatników. Wlazło jak w masło. Kiedyś to nie było odosobnione że w nocy piłem że 4 jajka i dalej kładłem się spać. A już zupełnym, najnormalniejszym standardem było nalewanie sobie przed pójściem spać wody z miodem do szejkera i potem po omacku dodawanie proszku, płukanie ust w listerine i dalej pójście spać. No cóż. Żołądek może upomnieć się o źle traktowanie. Teraz tylko siemię lniane. Okej. Siła jest ze zdrowia. Kiedyś jako terapię stosowałem Balsam Szastakowskiego, to był dopiero hardcor, zero jedzenia na parę godzin przed spaniem. Nieważne. Ważne że źle się czułem z rana. Byłem przejedzony. Wczoraj za dużo, za dużo pokarmu. Co da, że w windzie dzisiaj widziałem, że naprawdę mam większe wierzchy bicepsów, jeśli trzeba płacić ceną porannych mdłości. Muszę mniej jeść. Nie przesadzać. Trzeba mi przeczytać ile wczoraj zjadłem, i podejść krytycznie. Praca mnie nie interesuje, powiedziałem że nie jestem żebrakiem i nie będę chodził prosić o to co się mi należy. Więc pracuję normalnie. Nie patrzę na tego typa z pracy, ignoruję go spojrzeniem gdy mamy z nim raz na tydzień zebrania. Dla mnie okej będzie jak mi wypłaci za każdy miesiąc wstecz pieniądze, które u innych służyły za dodatek na paliwo. Mniejsza o to, jebać to, ja problemów żadnych nie mam. Po pracy zrobię sobie steka z frytkami i dużo soli czosnkowej! Dziś rocznica Bitwy pod Grunwaldem.
    Cytat: "(...) wymaga silnej motywacji, dyscypliny i wytrwałości nie tylko jeśli chodzi o wykonywanie ćwiczeń, ale również przestrzeganie diety oraz zaleceń dotyczących regeneracji oraz snu. (...)" Innymi słowy: kulturystyka to coś więcej niż sport
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

  10. #50
    Doświadczony Osiągnięcia:
    Trzech znajomychWeteranTagger First Class10000 punktów doświadczenia
    Avatar Budrys
    Dołączył
    02-01-09
    Skąd
    południe Polski
    Wiek
    34
    Postów
    752
    SOG
    54
    Otrzymał : 80 SOGi w 48 postach

    Domyślnie

    Aeroby 18. lipca 2024
    Chciałbym, aaa,
    Wybiegłem z domu 23:52, przybiegłem 00:32, ni to aeroby ni to trening łydek, ale fajnie było. Pusta ulica, jeden samochód tylko przejechał. Nie pobiłem rekordu i tylko dwa razy podskoczyłem na skakance ponad sto razy, ale za to odkryłem, jak świetnie możną nią modelować swój puls. I chciałbym chyba regulować nią również metabolizm, bo po ostatnim treningu narzekałem, że za dużo zjadłem. Że za często jadłem. Nie dziwne, jeśli zaczynasz jeść po trzeciej w dzień, a przydałoby się najpóźniej coś o północy. Mniejsza o to. Nie wiem jak zniósłby sąsiad na dole skakanie w mieszkaniu. Może spróbuję. W ogóle to myślałem już, że nie będę więcej prowadził tego dziennika treningowego że względu na czas. No ale skoro już piszę, stygnąc po skakance. Cóż, znów dwa dni laby. Co za luksus. Nie trenowałem mięśni brzucha. Byłem za to u lekarza. Przed miesiącem z nie swojej winy wyjebałem się na rowerze. Do dziś mimo braku bólu przy chodzeniu, czuję ból przy klękaniu na łóżku. O podłodze nawet nie mówię. Wyczułem też obrzęk, nie zrozumiałem, a może nie dopytałem, czy jest to woda, krew, a może surowica, w każdym razie lekarz jest mężem nocnej pielęgniarki od nas z pracy, i liczę że po przejrzeniu RTG podjął słuszną decyzję, aby przeczekać. Czasem sam myślę o tym, że mógłbym rozciąć skórę. Bardziej może liczyłbym, że odsysałby to strzykawką. No ale cóż. Na jutro ćwiczenia już mam wybrane. Sałatę kupioną, mięsa też. Ryż. Trochę to nie za bardzo, że teraz pora bez jedzenia spać, a rano wypić odżywkę i trenować. Mam nadzieję, że niecałe 40 minut skakanki w lekkim tempie nie odebrało mi jakieś energii z jutrzejszego pakowania. Whatever było bardzo przyjemnie.
    Cytat: "(...) wymaga silnej motywacji, dyscypliny i wytrwałości nie tylko jeśli chodzi o wykonywanie ćwiczeń, ale również przestrzeganie diety oraz zaleceń dotyczących regeneracji oraz snu. (...)" Innymi słowy: kulturystyka to coś więcej niż sport
    Odpowiedź z Cytatem Odpowiedź z Cytatem Podziel się na Facebook

Tagi dla tego tematu

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •